Aktualności

Dary z Kielc i Piekoszowa trafiają w różne miejsca w Ukrainie. Wzruszające historie uchodźców opowiedziane we Lwowie. Zobacz wideo

Dorota Kułaga

Kolejny transport z naszymi darami trafił do Ukrainy. W środę do Lwowa dostarczył je Paweł Malicki, który razem z księdzem Łukaszem Zygmuntem, dyrektorem Domu dla Niepełnosprawnych w Piekoszowie jest mocno zaangażowany w pomoc dla dotkniętych wojną naszych sąsiadów. W nocy z czwartku na piątek zostały przekazane dary do Iwano-Frankowska.

Dary z Kielc i Piekoszowa dojechały na Ukrainę

Paweł Malicki z Piekoszowa w środę po raz kolejny dotarł z transportem do Lwowa, do parafii świętego Jana Pawła II. Zawiózł przede wszystkim żywność, między innymi warzywa, konserwy, makarony, środki opatrunkowe, poza tym świeczki, zapałki, śpiwory i wiele innych bardzo potrzebnych teraz rzeczy.

Część rzeczy, które dotarły do Lwowa została na miejscu, a część została przekazana w inne miejsca, mocno doświadczone przez wojnę.

– Oprócz produktów żywnościowych, które dziś przyjechały z Kielc i Piekoszowa, za co dziękuję również Echu Dnia, do Borodzianki pod Kijowem trafią też inne rzeczy. To miasto jest zrujnowane, cała infrastruktura jest zniszczona. Przekazujemy im świeczki, zapałki, bo nie mają elektryczności, nie mają gazu. Wszystko zostało zniszczone. Świece będą źródłem światła w ich domach. Gotują przed blokami, na ogniskach. To jest, niestety, ta smutna, tragiczna rzeczywistość wojenna

– mówił nam ksiądz Grzegorz Draus, proboszcz parafii świętego Jana Pawła II we Lwowie.

W czasie wojny u niego przez cały ośrodek i plebanię przewinęło się około 2 tysięcy osób. Obecnie ma 200 uchodźców, którzy uciekli z bombardowanych miast na Ukrainie i u niego znaleźli schronienie. Połowa z nich chce zostać do zakończenia wojny, część z pewnością trafi jeszcze do Polski.

– Akurat jest pan z okolic Żytomierza. Przekazujemy mu część darów, między innymi produkty żywnościowe. Mieli troszkę miejsca w samochodzie. Staramy się, aby każdy transport, który jedzie na wschód, był wypełniony po brzegi. My tam nie możemy dotrzeć, ale docierają inni. Tam sytuacja jest o wiele gorsza, dlatego dzielimy się tym co mamy, również dzięki Wam – dodał proboszcz parafii świętego Jana Pawła II we Lwowie.

Jak mówi na plebanii i w salkach przy kościele są ludzie z całego świata. – W naszym pokoju parafialnym jest małżeństwo, które studiowało ekonomię w Kijowie, pochodzą z Zambii i Zimbabwe. Musieli uciekać z Kijowa. Dziecko urodziło się we Lwowie, ma tydzień, niedługo je ochrzcimy. Wojna mówi jedno słowo, Pan Bóg drugie słowo. Życie jest silniejsze od śmierci, życie zwycięża śmierć – podkreślił ksiądz Grzegorz Draus, trzymając na rękach tygodniowe dziecko uchodźców z Kijowa.

W ostatnich dniach do parafii świętego Jana Pawła II we Lwowie trafiła 15-osobowa wielopokoleniowa rodzina z Charkowa.

-Przybyli do nas w specyficzny sposób. Kiedy jechali autobusem przez Lwów, było akurat bombardowanie pobliskiego zakładu produkcji czołgów. Kierowca powiedział, że trzeba wysiadać, bo jest niebezpiecznie. Wysiedli i nie wiedzieli dokąd iść. Zobaczyli kościół i podeszli. Ja akurat wyszedłem ze świątyni, zobaczyłem grupę ludzi – mamy i dzieci, porozmawialiśmy i wziąłem ich do naszego ośrodka. Siedmioro dzieci w niedzielę przyjęło chrzest. Mieszkają w małym, starym domku przy parafii, sami sobie gotują. Przynieśli dziś duży chleb, niech on będzie symbolicznie dla Was w podziękowaniu za Waszą pomoc. Mam nadzieję, że jak przyjedziecie po wojnie do wyzwolonej Ukrainy to takim chlebem Was przyjmiemy – powiedział ksiądz Grzegorz Draus.

Schronienie przy parafii świętego Jana Pawła II we Lwowie znalazła też Swietłana z dziećmi.

– Musieliśmy wyjechać z Kijowa. Został mąż i mama, która ma 83 lata i nie mogła wyjechać. Dzwonię do nich i pytam, bo bardzo się martwię. Wyjechaliśmy, bo było bardzo niebezpiecznie. Blisko naszych domów podeszło wojsko rosyjskie. Niektórzy moi znajomi zostali pozbawieni swoich mieszkań pod Kijowem. dzieci bardzo bały się, kiedy wybuchały bomby niedaleko nas. Niebezpiecznie jest być tam, gdzie wojna. Nie wiedzieliśmy, gdzie jedziemy, bo we Lwowie nikogo nie znałam. Niestety, sytuacja staje się coraz gorsza. Tutaj jesteśmy dwa tygodnie. Dużo domów w Kijowie zostało zniszczonych, nawet obok nas. Wielki zbiornik wodny został uszkodzony, jest wysoki poziom wody i zalewa ona pobliskie wioski. Bardzo się boimy, ludzie mieszkają tam w piwnicach. Prawdziwych schronów w Kijowie jest mało, a piwnice nie pełnią roli schronów, nie są do tego przystosowane. Nie wiadomo, gdzie jest bardziej niebezpiecznie. Trudno było siedzieć w domu, gdzie słychać wybuchy, dzieci bały się. Ale ciężko też było wyjeżdżać, były takie przepełnione pociągi, że dzieci z kobietami na rękach w korytarzu stały. Wsiadasz do pociągu i nie masz kogo zapytać, gdzie ten pociąg jedzie. Tyle ludzi. I tak jedziesz. I na miejscu dopiero zobaczysz, gdzie jesteś. Moi znajomi jechali do Lwowa, a dojechali do Równego. Pociągi nie robią przystanków, jest ciemno, światło wyłączone. Jak dotarliśmy do Lwowa, to jakbyśmy dojechali do innego świata, gdzie nie ma takiej strzelaniny, nie latają bomby. Ale nie wiemy, co będzie jutro – mówiła ze smutkiem w głosie Swietłana.

– U nas możecie być ile trzeba, nikt Wam nie każe wyjeżdżać – zapewnił ksiądz Grzegorz Draus.

W sumie do Lwowa i Iwano-Frankowska, z Domu dla Niepełnosprawnych w Piekoszowie i ze sztabu działającego przy Echu Dnia w Kielcach, do Ukrainy trafiło już około 15 ton darów, głównie żywności, środków opatrunkowych, leków, śpiworów, artykułów chemicznych.

– Dziękuję za pomoc wszystkim darczyńcom, dziękuję Pawłowi Malickiemu za duże zaangażowanie w tę akcję. Jestem bardzo wdzięczny za wszelkie dobro, które zostało tak obficie złożone przez Was. Akcja trwa. Proszę mobilizujmy się dalej, nie ustawajmy w pomocy. Niech Bóg błogosławi – mówi ksiądz Łukasz Zygmunt, dyrektor Domu dla Niepełnosprawnych w Piekoszowie, który ma uchodźców z Ukrainy w swoim ośrodku, sam też razem ze Zdzisławem Grzegolcem regularnie jeździ z darami do Ukrainy. Trafiają one do walczących w Iwano-Frankowsku.

Nadal można przynosić dary do Domu dla Niepełnosprawnych w Piekoszowie, ulica Czarnowska 2a. Jeśli ktoś chciałby przekazać żywność o długim terminie przydatności, artykuły chemiczne, środki opatrunkowe to może się też skontaktować z redakcją Echa Dnia, telefony 697-770-553 i 697 770 583. My te rzeczy przekażemy do ośrodka w Piekoszowie i do innych miejsc, gdzie pomoc jest potrzebna.